Historia jednego kredensu

Jak to się zaczęło

No i jest…kupiony, zrobiony, gotowy do służby u nowych właścicieli. Ale nie było tak prosto jak to wygląda na końcowych fotkach. Kredens wyglądał raczej na zapomniany od czasów Mieszka I-ego. Poobrywane drzwiczki, brak wielu elementów, masa dziur po drewnojadach, gwoździ, zbutwiałego drewna i czort wie co jeszcze. Zderzenie spojrzeń z żoną- i co, bierzemy? Bierzemy. Ło jeżu, i co teraz?

No to do roboty

Kilka dni przeleciało na przyglądaniu się nowemu nabytkowi zanim urodził się koncept, czyli co robimy, jak robimy, jaki chcemy efekt końcowy. No, musze powiedzieć, że tym razem byliśmy z żonką dość zgodni…ufff 🙂 No i zacęła się najgorsza robota…tak, na tym etepie to jest ro-bo-ta, czyli rozbrajanie starych zawiasów, uchwytów, szybek, wydłubywanie gwoździ, odbijanie zniszczonych elementów, opalanie, szlifowanie i profilaktyczne zabezpieczanie przed ewentualnymi miłośnikami chrupania drewna. Nooo Panie….teraz ,to już inna gadka. Po opadnięciu kurzawy w warsztacie i ściągnięciu masek mordki nam się uśmiechnęły.

Ostatni etap ( tak nam się wydawało)

Już została najprzyjemniejsz praca, czyli dorabianie i pasowanie elementów, szpachlowanie, podkład, lakier i to, co najprzyjemniejsze…szybki i gałeczki…mniami. Okazało się, że troszkę tych doróbek było….dno szafki, nóżki, gzymsik, półka, denka szuflad, stolnica, plecy i jeszcze kilka drobniejszych elementów. No, to jazda do lakierowania.

Niespodziewana przeróbka na kącik kawowy

Wydawało się, że koniec, że „mamy to”. Nic bardziej mylnego. Państwo , którym spodobał się ten kredens zapytali czy można go przerobić tak, żeby zmieścił się ekspres do kawy. Pierwsza myśl była- no nie, przecież ten kreden jest już dopracowany, skończony…koniec kropka. Chwilę potem- no nie wiem, może by się dało. I wreszcie- OK, nie ma sprawy 🙂 No to jedziemy od nowa… do roboty.

Yes, yes, yes…praca skończona, kredens stoi ponownie na swoim miejscu, przerobiony, podniesiony, wygląda jakby od początku taki był. Mnie się podoba bardzo, żonce też… Jutro jedzie do nowych właścicieli, ciekawe czy oni też go pokochają? A Wy…co Wy sądzicie o tym?