Pierwsza myśl – po co?, a zaraz po niej – czy to ma sens?,
czy warto, czy to się opłaca, czy nie lepiej odwiedzić market i kupić mowy mebel,
bez rys, bez skaz, bez widocznych śladów, które pozostawił czas i ludzie?
No cóż, odpowiadając na te pytania, każdy będzie miał inne argumenty.
I to jest naturalne- gusty są różne i to bardzo dobrze.
Moja odpowiedź na te pytania jest taka – warto, warto, warto.
Mam ogromny sentyment do wspomnień z czasów dzieciństwa i młodości,
a właśnie te przedmioty przypominają mi te cudne chwile i osoby,
których już często brakuje w naszym życiu.
To prawda, że mody się zmieniają, ale przecież także stary mebel może otrzymać nową,
śliczną formę, którą ucieszy oczy niejednego konesera i wzbudzi zachwyt gości odwiedzających jego dom.
Te ginące perełki, których z czasem jest mniej i mniej, mogą zabłysnąć niepowtarzalnością i świeżością
wyrażoną nowym kolorem, jakimś drobnym dodatkiem czy na przykład dorobionym elementem.
Mogą wpasować się w każde wnętrze – klasyczne oraz najbardziej nowoczesne.
To, że często widać na nich odciśnięty ząb czasu w widocznych rysach, pęknięciach, odkształceniach w materiale,
to według mnie tylko dodaje oryginalności i piękna.
O solidności tych ręcznie robionych a później restaurowanych przedmiotów
w porównaniu do większości współczesnych produktów nie trzeba przekonywać,
a dowodem na to jest- że wciąż z nami są i budzą zachwyt, pomimo dekad a czasem wieków ich użytkowania.
To często są mała przedmioty, które mogą znaleść zupełnie inne, czasem zaskakujące zastosowanie niż było ich pierwotne przeznaczenie
Tak, to prawda, że często kosz ich zakupu, materiałów potrzebnych do odnowy i poświęcenia temu mnóstwa czasu
przerasta cenę nowego mebla, ale czy naprawdę można tak to rozpatrywać?
Kochani, odpowiedzcie sobie sami. Ja już wiem :

